Najważniejsze to kochać

„Najważniejsze to kochać“ to pierwszy film Andrzeja Żuławskiego zrealizowany na Zachodzie. Fotograf Servais Mont (Fabio Testi) zakochuje się z wzajemnością w zamężnej aktorce Nadine Chevalier (Romy Schneider). Była ona kiedyś znaną gwiazdą, jednak bezrobocie zmusiło ją do występowania w filmach pornograficznych. Bohater, chcąc pomóc ukochanej, pożycza pieniądze od gangstera Mazelliego i finansuje wystawienie w teatrze „Ryszarda III” z jej udziałem. Niestety inscenizacja ta nie odnosi sukcesu. Sytuacja kochanków robi się coraz bardziej beznadziejna. Servais musi spłacić dług mafii, natomiast Nadine – mając wyrzuty sumienia wobec męża (Jacques Dutronc) – postanawia zakończyć romans.
W hołdzie wielkiemu reżyserowi i wizjonerowi kina zapraszamy na 7. spotkanie poświęcone pamięci Andrzeja Żuławskiego (1940-2016) i projekcję filmu „Najważniejsze to kochać” (L’important c’est d’aimer, 1974) 18 kwietnia 2018 r. o g. 20:00. Przed pokazem krótki wstęp do onirycznego świata filmów Żuławskiego wygłosi Piotr Zdybał .
„Najważniejsze to kochać“ // Francja – Włochy – Niemcy Zachodnie, 1974, 112‘, wersja oryginalna angielska z polskimi napisami; scenariusz: Christopher Frank, Andrzej Żuławski, reżyseria: Andrzej Żuławski; obsada: Romy Schneider, Fabio Testi, Jacques Dutronc, Klaus Kinsky, Roger Blin, Claude Dauphin i inni.

„Jego sztuka filmowa nadal wstrząsa sumieniami i budzi lęk, ponieważ, jak napisano wyżej jest to sztuka skierowana przeciwko kłamstwu i przeciwko wszelkim formą władzy na rzecz całkowitej wolności myśli i ducha.”

– Michele Salimbeni

„To film, który najmniej lubię. Czuć tu bardzo rękę autora książki „Noc amerykańska”, Christophera Franka. Jeszcze dziś, kiedy słucham dialogów, robi mi się niedobrze. To co mi bliskie w tym filmie, to mizeria stosunków międzyludzkich, trochę à la Dostojewski.”
– Andrzej Żuławski

„Rozpoczęliśmy zdjęcia używając kamery Mitchell i normalnego sprzętu zdjęciowego. Nie zdało to jednak egzaminu w niewielkich wnętrzach naturalnych, w jakich kręciliśmy. Cierpiała na tym inscenizacja. Ujęcia były statyczne, zbyt „normalne”. To nie było kino, które Andrzej i ja lubiliśmy i chcieliśmy robić. Po kilku dniach podejmujemy decyzję – wyrzucamy ciężki sprzęt, a na plan dostarczają nam Camerflixa, lekką, ręczną kamerę francuską. Zaczynamy pracować, wykorzystując technikę i sposób kręcenia przećwiczony w „Diable”. A więc ”kamera z ręki” i różne formy jazdy. Nasz styl pracy wywołał z początku pewną konsternację. ”
– Andrzej Jaroszewicz]


Wydarzenie na Facebooku